Ostatnie dni poza wypełnianiem codziennych obowiązków spędziłam na dokształcaniu się. Na tapetę wzięłam głównie malarstwo akwarelą. Mówi się, że malarstwo olejne jest tym najszlachetniejszym, natomiast malarstwo akwarelowe na pewno jest najtrudniejszym. Nie ma tu przestrzeni na błędy. Nakładanie farby i jej warstw trzeba mieć z góry zaplanowane. A potem i tak są niespodzianki. Żadne farby nie mają takiej palety i czystości barw jak dobre farby akwarelowe (to moje opinia jakby co). Wyobraźnię pobudzają kolory rozwarstwiające się i granulujące.
Z twórczości artystów tworzących w tej technice podobają mi się pejzaże Bjorna Bernstroma. Dzięki temu, że artysta świetnie opanował narzędzie, którym się posługuje- ma on pełną swobodę i lekkość w wyrażaniu tego, co chce pokazać.


Oczy moje cieszą też prace E.A. Verdine. Ernie mieszka w Utah, a jego prace akwarelowe przedstawiają surowe pejzaże i przedstawienia przyrody z tamtych okolic. Na ten czas, z kubkiem gorącej herbaty, polecam przejrzeć bloga artysty, gdzie zamieszcza on pełną dokumentację stale powstających prac [klik]


Dzisiaj jadę do Chobienic. Będę robić fotograficzny reportaż z Hubertusa. Na pewno kilka zdjęć jutro opublikuję.
Zostawiam tutaj kilka moich wybranych, małych prac, które powstały w ostatnim tygodniu i dzisiaj jadą ze mną do ostojowego sklepiku i będzie je tam można nabyć nieinternetowo- po prostu tradycyjnie z możliwością dotknięcia 😉














