Późna wiosna obfitowała u mnie w wiele zajęć i wyzwań. Lubię to, tylko czasem doby brakuje, by się z wszystkim wyrobić. Podobno to kwestia odpowiedniej organizacji pracy, dlatego wprowadziłam wstawanie nie o 7.00 rano a o 5.00, w weekendy wyleguję się do 7.00.

Poranki przeznaczam na pracę w ogrodzie, a jeśli jest mokro- jak dziś- odrabiam zaległe prace na komputerze.

Tegoroczna praca w ogrodzie skłoniła mnie do pewnych refleksji, głównie w przyszłym wyborze uprawianych warzyw i owoców. 

Mam plagę karczowników. Zżerają prawie wszystkie warzywa. Pod ziemię zapadają się całe krzaki pomidorów, sałaty, papryki, selery, pietruszki, marchewki…

Część warzyw uprawiam z tego względu w osiatkowanych grządkach podniesionych, ale tu docierają inne szkodniki, których w tym roku jest jakaś ogromna ilość- ślimaki.

Wychodzę z założenia, że z tego, co uprawiam zawsze coś i dla nas zostanie- prawda jest jednak taka, że w tym roku równowaga między ilością moich warzyw i owoców a ilością chętnych na podjedzonko jest mocno zachwiana.

Gdy jest chwila lub gdy przed pracą w ogrodzie muszę się rozgrzać, jadę na padok pozbierać złoto ogrodnika, czyli końskie pączki. Składam je na górkę obok ogródka i daję im czas, by trochę się „przerobiły”.

Wpis rozpoczęłam od tego, czym na co dzień rozpoczynam dni, natomiast godziny przedpołudniowe i wczesnopopołudniowe to był główne czas na pracę artystyczną i pracę przy pszczołach.

Pracownię na czas wiosenno-letnio-wczesnojesienny przeniosłam na taras. Zrobiliśmy w tym roku osłony z plandek i był to super pomysł- można pracować podczas wiatru i deszczu a i komary wieczorem docierają tu w mocno ograniczonej ilości.

Popołudnia majowe w dużej mierze wypełniły mi warsztaty malowania przy winie w Ostoi Chobienice. Tak jak już wcześniej pisałam- lubię to robić. Przyjemnie jest patrzeć, jak krok po kroku powstają obrazy. Świetnie radzą sobie ludzie na każdym poziomie zaawansowania, a gdy sprawy idą w nieodpowiednią stronę- pomagam.

19 maja miałam wykład na temat działalności mojej „Pracowni w lesie” na targach rolniczych w Gliśnie. W porównaniu do osób, które się tam wypowiadały- jestem jeszcze mocno początkująca, ale za to był to dla mnie świetny trening z mówienia i zmobilizowało mnie to do podsumowania i doprecyzowania pracy i działalności pracowni. Tutaj pragnę też złożyć podziękowania dla Dziewczyn z LODRu w Kalsku- Wasza pomoc i opieka są na wagę złota! Agnieszko z Rogatego Rancza- dla Ciebie też ogromne podziękowania- każda wyprawa z Tobą to gwarancja udanej imprezy ;)))

Jeśli chodzi o konie, to maj i czerwiec przyniósł mi kilka sesji zdjęciowych z nimi, a także wiele kilometrów przemierzonych na końskich grzbietach w pięknych okolicznościach przyrody.

Obozem jeździeckim w ostatni tydzień czerwca weszliśmy w okres wakacji, podczas których chciałabym przede wszystkim zająć się pracą artystyczną i wreszcie— chwilą by odpocząć.

Spacer z psami o wschodzie słońca 🙂
Złoto ogrodnika- rówież o wschodzie słońca 🙂
Pracownia o zmroku, jeszcze z sadzonkami pomidorków 🙂
Tak naprawdę to mój kot maluje wszystkie te obrazy
Maestro podczas przerwy w pracy
Powstają 'koniki'
Dzieciaki też malują i rysują
Powstają nowe prace
Widok na pracownię
Przed malowaniem przy winie w Ostoi Chobienice
W trakcie malowania
Malowanie przy winie w Ostoi Chobienice w innej sali
Przed warsztatami z malowania koni dla dzieci w Ostoi Chobienice
Przed warsztatami z malowania koni dla dzieci w Ostoi Chobienice
Tegoroczna ramka pełna dojrzałego miodu
Twórczość artystczna pszczół
Świeży miodek wielokwiatowy
Miód od naszych pszczół
Pszczoła na kwiecie gryki
Pole kwitnącej gryki
Kolory pierzgi
Wykład na targach rolniczych w Gliśnie
Wykład na targach rolniczych w Gliśnie
Wykład na targach rolniczych w Gliśnie
Wykład na targach rolniczych w Gliśnie
Część produktów Agnieszki (Sery ze Świerkowej Doliny, Rogate Ranczo) i moich na targach rolniczych w Gliśnie
Czerwcowy teren - jezioro Wędromierz
W trasie
Te jelenie przebiegły bezpośrednio przed naszymi końmi
W trasie
W trasie
Zorza polarna nad Jasieńcem
Zorza polarna nad Jasieńcem