Zimno dziś, ale wybuchająca zieleń za oknem skusiła na dłuższy spacer. Psy chętnie wyruszyły ze mną. Poszłam nieistniejącą drogą prowadzącą przez łąki za moim domem (na starych mapach z XIXw. droga ta zaczyna się za moim domem i łączy się z drogą do Świdwowca). Długie kalosze były wskazane- woda jeszcze nie opadła, a teren dość podmokły. Oznak wiosny jest już wiele- łapię je, bo te pierwsze przemijają zbyt szybko- kaczeńce, kwitnące śliwy, wierzbowe 'kotki’…

Rano ptaki tak bardzo śpiewają, marzę, by w tym tygodniu udało mi się ogarnąć warzywniak, chciałabym posadzić dymkę, oraz posiać groch i bób. Poza tym kontynuuję wyciąganie śmieci z krzaków, bardzo ich jeszcze dużo wychodzi.

Na tarasie chcę się rozstawić ze sztalugami i zrobić wiosenno-letnią pracownię 🙂