Wczorajszy dzień spędziłam w Ostoi Chobienice. Odbyło się tam wielkie, coroczne wydarzenie wszystkich jeźdźców, czyli Hubertus. Impreza była dobrze przygotowana i zaplanowana.
O 11.00 jeźdźcy ruszyli do czyszczenia koni, osoby powożące bryczkami z wolna zaprzęgały konie.

Gdy wszyscy byli gotowi, na placu przed stajnią stworzono zastęp, a lud nie jadący konno (w tym i ja) zasiadł do 4 bryczek/wozów.


Udaliśmy się na przejażdżkę drogami wiodącymi pośród wielkopolskich pól i lasów by na postoju przy chobienickiej leśniczówce posilić się gorrrącą i pyszną zupą gulaszową. Tam też odbyło się kilka zabaw, m.in. wyścig w workach, konkurs na najbardziej piegowatą osobę, wyścig konno połączony z niesieniem jajek na łyżkach, szukanie lisiej kity, którą ostatecznie przyszyto do ramienia Eli, która w zeszłym roku złapała lisa.






Po zabawach pojechaliśmy dalej, na bryczkach trwały dalej zabawy, konkursy i tańce… 🙂



Gdy dojechaliśmy do Ostoi, wszyscy czekali już na część właściwą- czyli … gonitwę za lisem. Po sygnale jeźdźcy ochoczo udali się w pogoń za Elą i jej siwą klaczą. Dwie amazonki stoczyły zażarty i ryzykowny bój o białą lisią kitę… Ostatecznie honor stajni obroniła Nadia na Wigorze. Po zabawie konie poszły odpoczywać na łąkę, a ludzie na imprezę, ale na niej mnie już nie było.




