Można powiedzieć, że jesień w tym roku rozpieszcza temperaturą, bo poza kilkoma drobnymi przymrozkami w dzień jest ciepło. Liście wybarwiły się już na początku października i do dziś część z nich zachwyca kolorami.

W pracowni zawitały kolorory związane z tą porą roku. Zaczęłam malować obraz- portrt konia z prakiem, który z grzywą i liściami będzie się mieszał w jesiennej kompozycji.

Realizuję też zamówienia, które pojawiły się w ostatnim czasie- ta praca nie idzie mi tak swobodnie jak własne realizacje- tu poza własnymi odczuciami pod uwagę muszę wziąć oczekiwania zamawiającego- stąd trochę dłuższy proces twórczy.

Prawie codziennie jeżdżę na Ganciku, wspaniały jest, jeszcze ja w mojej jeździeckiej edukacji muszę się wiele nauczyć, by jaśniej tłumaczyć mu o co mi chodzi. Weekendowo jeździmy w tereny, objadamy przydrożne jabłonie i inne owoce, które wpadną nam w dłonie. Podziwiamy tutejsza przyrodę, a jest co- lubuskie lasy zachwycają.

Spacerujemy z Gancikiem i psem Agisem
Jezioro Wędromierz widziane z grzbietu Gancika

 

Cieszy mnie mój ogródeczek, mimo, że już koniec października wciąż można w nim coś znaleźć: rzodkiewki, czarną rzodkiew, kapustę pak choi, sałatę, dynie…

Dynie Muscat de Provence, świetne puree z nich do ciasta wyszło 🙂
Jabłka z ponad 100-letniej jabłoni
Jesienna sałata
Kapusta pak choi.
Czarna rzodkiew
Rzodkiewki
Jedna ze starych jabłoni, która rozłamała się w tym roku. Dzieciaki mają pod nią bazę.

W miniony piątek zrobiłam też zdjęcia dla Ostoi Chobienice do nowej karty w restauracji Rządcówka. Jedzenie tam i z wyglądu i w smaku to prawdziwa sztuka. Uwielbiam te chwile gdy i ja mogę czegoś skosztować! Każdy znajdzie tam coś dla siebie, popatrzcie tylko:

Krem brulee- aromatyzowany pomarańczą z powidłami śliwkowymi i posypką orzechową.
Bambrzok na kremie selerowym, z panierowaną kaszanką i podgrzybkiem.
Ciastko daktylowe na ciepło z sosem karmelowym, terriną z jabłek i lodami z rumu i rodzynek.